Te Węgry nie należą już do Europy

Zdjęcie posta: flaga węgierska | © Pixabay

Zwycięstwo wyborcze Viktora Orbána to zła wiadomość dla demokracji i wolności. Wszystko wskazuje na to, że nie doszło do bezpośredniego oszustwa wyborczego. Jednak medialny atak Orbána i jego faszystowskiej ideologii był nie do pogodzenia z uczciwymi warunkami wyborczymi. To i niewiele miejsca pozostawione wolnemu i niezależnemu węgierskiemu społeczeństwu obywatelskiemu, a także państwu węgierskiego państwa konstytucyjnego, pozwala wnioskować, że Węgry nie są już w pełni rozwiniętą liberalną demokracją.

Media państwowe i prywatne, kontrolowane przez ludzi Orbána, wykonały świetną robotę. Skorumpowana sieć rodziny Orbán może czuć się usprawiedliwiona. Ponadto rosyjska wojna agresywna przeciwko Ukrainie dała madziarskiemu „dyktatorowi” jako Jean-Claude Juncker nadal nazywany przewodniczącym Komisji Orbána, rozgrywany w karty. Ale chyba o wiele ważniejsze było to, że sojusz opozycji nie miał realnych szans w warunkach, które od lat panowały w węgierskiej fikcyjnej demokracji.

Parlament Europejski od ponad roku domaga się sankcji finansowych dla Węgier. Wymogi prawne w tym zakresie obowiązywałyby od jesieni 2020 r. z tzw. warunkowością. Komisja popełniła poważny błąd, nie podejmując zdecydowanych działań przeciwko Orbánowi na długo przed wyborami parlamentarnymi. Unia Europejska musi teraz w końcu podjąć działania przeciwko Budapesztowi wszelkimi dostępnymi jej środkami. Ponieważ te Węgry nie należą już do Europy. Orbán prowadzi podwójną grę z Moskwą. Celowo uczynił swój kraj całkowicie zależnym politycznie od Rosji i Chin. Podziwia Putina i Xi, widzi siebie jako silnego mężczyznę z innej Europy, nacjonalistycznej, autorytarnej, ksenofobicznej i homofobicznej, w której kobiety mają przydzielone miejsce jako maszyny do rodzenia.

Chiny i Rosja usprawiedliwiają rosyjską agresję na Ukrainę i resztę istniejącego porządku, argumentując, że są prawdziwymi demokracjami świata. Węgry, jak podkreślał sam Orbán, popularyzując „demokrację nieliberalną”, są dziś bardziej jednym z tych autorytarnych państw niż częścią politycznego Zachodu, z którym UE jest związana wartościami i celami.

W konflikcie między wolnymi demokracjami tego świata a autokracjami Wschodu należy oddzielić pszenicę od plew w UE. Jest to również ważny warunek obrony przed rosyjskim atakiem, punkt zwrotny, który nie tylko deklaruje, ale także trzeba przeżyć. Ostra akcja przeciwko Budapesztowi nie osłabiła teraz spójności zachodnioeuropejskiej. Wręcz przeciwnie, to go wzmacniało.