Nieznany czytelnik

Zdjęcie posta: mój wieczny płomień | © Shutterstock

Niewiele wiem o moich czytelnikach. To także trwałe wskazówki dotyczące Detlefa Sterna owd, który lubi mi przypominać, że nie robisz wszystkiego, nawet gdybyś mógł. Nie nawiązuje do podstawowej zasady moralnej, ale wciąż przypomina mi o rosnących nadużyciach naszego ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.

Niektórzy z moich czytelników lubią od czasu do czasu odpowiadać na moje posty przez e-mail lub na osobistym spotkaniu. Niewielu korzysta z możliwości jakie daje blog i pisze odpowiedni komentarz, bierze udział na ostatnio udostępnionym forum lub zostaw mi notatkę na blogu. Z kolei inni czytelnicy zapisali się i są informowani o nowych wpisach na blogu e-mailem.

I to są czytelnicy, o których mogę wyrobić sobie własne zdanie – nawiasem mówiąc, bardzo pozytywne!

Dla mnie większość moich czytelników pozostaje ukryta w mroku internetu. Widzę tylko, że ci czytelnicy istnieją tutaj na podstawie liczby trafień i przydziałów krajów lub wezwań do moich „międzynarodowych” stron blogów. Fakt, że czytelnicy ci faktycznie istnieją, potwierdzają również zapytania od firm reklamowych i usługodawców, którzy inaczej nie zwróciliby uwagi na mój blog.

Dlatego dedykuję ten wpis na blogu nieznanemu czytelnikowi i zapalam powyższe „wieczne” światło w imieniu wszystkich innych.

Drogi nieznany czytelniku!

Dziękuję za istnienie. Nie wiem kim jesteś ani gdzie mieszkasz i pracujesz, ale prawdopodobnie mamy ze sobą wiele wspólnego. Przynajmniej myślimy o naszym świecie tak samo jak o sobie i lubimy słuchać opinii innych.

byłem niedawno z Tomasz Michl, jeden z moich czytelników, którego znam osobiście i bardzo szanuję, jakie byłyby moje oczekiwania wobec czytelników? Podzielam jego opinię, że wielu współobywateli jest krytycznych i refleksyjnych na drodze. Niestety, jest to jednak mało przydatne dla społeczności, jeśli w większości zachowują swoją wiedzę lub wątpliwości dla siebie.

Douglas Adams bardzo trafnie sformułował to w swoim słuchowisku „The Hitchhiker's Guide to the Galaxy”, od niechcenia wspominając, że na krótko przed zniszczeniem naszego świata przez Vogonów człowiek znalazł rozwiązanie wszystkich problemów we wszechświecie. A potem daje znać, że to rozwiązanie nie jest „42”.

Skoro Cię nie znam, drogi nieznany czytelniku, trudno mi sformułować, czego od Ciebie oczekuję. Ale byłbym szczęśliwy, gdybyś – przynajmniej od czasu do czasu – wyszedł z ukrycia i wyraził swoją opinię na temat opinii, założeń i twierdzeń, które są tu prezentowane na blogu.

Bo jeśli my, ludzie, jesteśmy czymś, to swoistą przestrzenią komunikacyjną, która istnieje, ponieważ jak najwięcej różnych opinii i poglądów spotyka się, ociera się o siebie i powoli, ale pewnie tworzymy wspólny obraz aktualnego pomimo lub właśnie z powodu wynikającego konflikty stają się rzeczywistością.

A im lepiej się ze sobą komunikujemy, tym lepszy jest aktualny obraz naszej własnej rzeczywistości.

Drogi nieznany czytelniku, wiem, że nie jest to łatwe, zwłaszcza gdy umieszczasz własne myśli w sieci WWW, która je akceptuje, ale też jak piorunochron prowadzi prosto do cyfrowej nirwany.

Dlatego cieszę się, że istniejesz. I mam nadzieję, że niektóre z moich toków myślowych pobudzą cię również do zaprzeczenia sobie i że będziesz mógł przemyśleć jeden lub drugi dla siebie.


„Gdybym pozwolono mi zdefiniować bzdury epoki, tylko jedna rzecz byłaby kwestionowana: komunikować się. Autor nie komunikuje się ze swoim czytelnikiem. Stara się go uwieść, rozbawić, sprowokować, ożywić. Co za bogactwo (wciąż żywych) wewnętrznych ruchów i odpowiadających im wyrażeń, takie brutalne słowo zsypu na śmieci pożera! Mężczyzna i kobieta nie komunikują się ze sobą. Różnorodne zagadki, jakie sobie stawiają, znajdą swoje najbardziej nieaktualne rozwiązanie, gdy tylko ta bezsensowna koncepcja pojawi się między nimi. Katolik, który myśli, że komunikuje się z Bogiem, powinien być na miejscu ekskomunikowany. Modlimy się do Boga i nie rozmawiamy, ale przyjmujemy Komunię świętą. Wszystkie nasze szczęśliwe i daremne próby komunikacji ze światem, dotykania i wpływania na siebie, cała różnorodność naszych emocji i intencji padają ofiarą pustkowia i monotonii socjotechnicznego skrótu. W ten sposób zachęcamy bezsensownych, którzy jedzą nasz język z wielkim apetytem”.

Bodo Strauss , Ten poniżej na palcach (2004: 41)