dzwon Schillera

Zdjęcie główne: Dzwony w misji w Kalifornii (2013)

Pamięci moich dwóch babć, Luise i Kathe, które choć dorastały w przeciwległych zakątkach ówczesnej Rzeszy Niemieckiej, mianowicie Heilbronn i Königsberg, napisały ten wiersz przez Friedrich Schiller musiał uczyć się na pamięć w szkole.

Friedrich Schiller urodzony w Marbach am Neckar, tuż za rogiem, do dziś jest ważnym niemieckim poetą, choć nigdy nie potrafił całkowicie wyrzec się swojego ojczystego języka. Piękno tego polega na tym, że ludzie mogą znaleźć te relikwie językowe nawet w jego najlepszych pracach.

Jednak dlaczego właśnie „dzwonek” został dany uczniom do uczenia się na pamięć, jest poza moją wiedzą i zrozumieniem.

Jak zapewne w tamtych czasach było to dość powszechne, Schiller był Europejczykiem, który za życia posiadał obywatelstwa: Wirtembergii, Sasko-Weimarskiej i francuskiej. Co zresztą nie przeszkodziło nam, Niemcom, zobaczyć go obok Johann Wolfgang von Goethe wynieść go na tron ​​największych niemieckich książąt poetów i, jak Goethe, na jednego z zrobić schillera.

Kolejny wiersz został opublikowany przez Schillera w 1799 roku i przez długi czas wchodził w kanon literatury niemieckiej. Pierwsza strofa brzmi po niemiecku: „Wzywam żywych. Opłakuję zmarłych. Złamię piorun."

Pieśń dzwonu

Vivos voco. Mortuos plango. Fulgura frango.

Mocno zamurowany w ziemi
Stoi foremka, upieczona z gliny.
Dzwonek musi dziś zadzwonić!
Świeży, koledzy, bądźcie pod ręką!
Gorąco z czoła
pot musi płynąć
Czy dzieło chwali mistrza;
Ale błogosławieństwo przychodzi z góry.
Za pracę, którą poważnie przygotowujemy,
Poważne słowo pasuje,
Jeśli towarzyszą im dobre przemówienia,
Wtedy praca płynie dalej szczęśliwie.
Zastanówmy się więc teraz pilnie,
Co powstaje dzięki słabej sile,
Trzeba gardzić złym człowiekiem
Kto nigdy nie zastanawia się nad tym, co osiąga.
To właśnie zdobi ludzi
I do tego dostał swój umysł
że czuje w swoim sercu,
Co tworzy ręką.

Weź drewno z pnia świerkowego,
Ale niech będzie całkiem sucho
Że sprasowany płomień
Uderz w słabych;
Gotuje owsiankę miedzianą,
Szybko przynieś puszkę
Że gumowate danie z dzwonkiem?
Przepływ we właściwy sposób.

Co w głębokim dole tamy?
Ręka z pomocą ognia buduje,
Wysoko na dzwonnicy wieży,
Bo będzie dawać nam głośno świadectwo.
W późniejszych dniach to jeszcze trochę potrwa
I dotykaj uszu wielu ludzi
i będzie lamentował z cierpiącymi,
I zgódź się na chór oddania.
Co w dole głęboko do syna ziemi?
Zmieniający się los przynosi
To uderza w metalową koronę,
Nadal brzmi budująco.

Widzę skaczące białe bąbelki;
Cóż, masy są w ciągłym ruchu.
Napełnijmy solami żużlowymi,
To szybko promuje casting.
Oczyść też z pianki
musi być mieszaniną
Że z czystego metalu
Czyste i pełne brzmienie głosu.
Ponieważ z dźwiękami celebracji radości
Przywitaj się z ukochanym dzieckiem
Do jego życia pierwszy kurs,
Które zaczyna się w ramionach snu!
Wciąż spoczywa w łonie czasu
Czarne i jasne partie;
Czułe troski macierzyńskiej miłości
Strzeż jego złotego poranka. —
Lata lecą jak strzały.
Chłopiec dumnie oderwał się od dziewczyny,
Wdziera się dziko do życia,
Zmierz świat laską,
Nieznajomy wraca do domu, do domu ojca.
I chwalebny w młodości blasku,
Jak kształt z wysokości nieba,
Z czystymi, wstydliwymi policzkami,
Czy widzi stojącą przed nim dziewicę.
Ogarnia bezimienna tęsknota
Serce młodego człowieka błądzi samotnie,
łzy wypływają z jego oczu,
Ucieka z dzikich szeregów braci.
Rumieniąc się, podąża ich śladami
i jest zachwycony jej powitaniem,
Najpiękniejsze rzeczy szuka na polach,
którym ozdabia swoją miłość.
O czuła tęskno, słodka nadziejo,
Złoty wiek pierwszej miłości!
oko widzi otwarte niebo,
Serce rozkoszuje się błogością.
Oby na zawsze pozostała zielona,
Piękny czas młodej miłości!

Jak garbują się rury!
Zanurzam ten kij
widzimy, że wydaje się przeszklony,
Czy nadejdzie czas na casting?
Teraz, koledzy, świeży!
sprawdź mieszankę
Czy kruchy z miękkim
Zjednoczeni w dobrym znaku.

Bo gdzie surowe z przetargiem,
Gdzie silni spotkali łagodność,
Robi tam dobry dźwięk.
Zbadaj więc tego, kto wiąże na wieki,
Czy serce znajdzie się w sercu:
Złudzenie jest krótkie, żal jest długi!
Ślicznie w lokach panny młodej
gra dziewiczy wieniec,
Kiedy jasne dzwony kościelne
zapraszam na splendor biesiady.
Oh! Najpiękniejsza celebracja życia
Kończy się również Maj Życia:
Z paskiem, z welonem
Rozrywa piękne złudzenie na dwoje.
pasja ucieka
Miłość musi pozostać:
kwiat więdnie
Owoce muszą wykiełkować.
Mężczyzna musi odejść
we wrogie życie,
Musisz pracować i dążyć
I sadzić i tworzyć
nabywać, chwytać,
Musisz postawić i odważyć się
gonić za szczęściem.
Wtedy nieskończony dar napływa,
Strych jest pełen drogocennych rzeczy,
Pokoje rosną, dom się rozrasta.
I zasady w środku
czysta gospodyni domowa,
matka dzieci,
I rządź mądrze
w kręgu domowym,
I ucz dziewczęta
I oprzyj się chłopcu
I deszcz bez końca
zajęte ręce
I zwiększa zysk
z poczuciem porządku,
I napełnij pachnące szuflady skarbami,
I obraca nić wokół mruczącego wrzeciona,
I zbiera się w czysto wygładzonej świątyni
Lśniąca wełna, śnieżna pościel,
I dodaje do dobra blasku i blasku,
I nigdy nie odpoczywa.
I tata ze szczęśliwym spojrzeniem
Ze szczytu patrząc daleko w głąb domu
liczy swoje kwitnące szczęście,
Post widzi wysokie drzewa
A pokoje wypełnione stodołą
I spichlerze wygięte przez błogosławieństwa
I ruchome fale kukurydzy,
chwali się dumnymi ustami:
mocna jak ziemia,
Przeciw sile nieszczęścia
odpowiada mi splendor domu!
Ale z siłami losu
Jeśli nie ma wiecznej więzi do splotu,
A nieszczęście szybko się rozwija.

Prawdopodobnie! teraz można rozpocząć casting!
Złamanie jest pięknie postrzępione,
Ale zanim pozwolimy temu płynąć
Módlcie się pobożnym powiedzeniem!
Wypchnij stożek!
Boże chroń dom!
Palenie w dziobie rękojeści
Strzelaj do niego ognistymi brązowymi kłębami.
Siła ognia jest dobroczynna,
Kiedy człowiek je oswaja, strzeże ich,
A co tworzy, co tworzy
Dziękuje tej niebiańskiej mocy,
Ale straszna jest moc nieba,
Kiedy uwalnia się z niewoli,
wkraczając na własny szlak,
Wolna córka natury.
Biada, jeśli odpuszczą
Rośnie bez oporu
Przez zatłoczone ulice
Rozwiń potworny ogień!
Ponieważ nienawidzę żywiołów
Kształt ludzkiej dłoni.
Z chmury
błogosławieństwo nabrzmiewa,
leje deszcz;
Z chmury bez wyboru
drga promień!
Czy słyszysz, jak skomle dobiega z wieży?
To jest burza!
Czerwony jak krew
jest niebo;
To nie jest żar tego dnia!
Co za zgiełk
ulice w górę!
Para nadyma się!
Słup ognia wznosi się migocząc,
Długą linią ulic
Rośnie błyskawicznie;
Gotuje się jak z gardła piekarnika
powietrze świeci, belki pękają,
słupy spadają, szyby grzechotają,
dzieci płaczą, matki błądzą,
zwierzęta skomlą
pod gruzami;
Wszystko biegnie, ratuje, ucieka,
Jasna jak dzień, noc się rozjaśniła;
Przez długi łańcuch rąk
Do zakładu
leci wiadro; wysoko w łuku
Źródła rozprysków wezbrania wody.
Nadchodzi burza wyjąca,
kto szuka ryczącego płomienia,
Trzask do suchych owoców
Jeśli wpadnie na strych,
W krokwiach uschłe drzewa,
I jakby chciała dmuchać
Precz z siłą ziemi
Łza w gwałtownym locie,
Rośnie na wyżynach nieba
Olbrzymi!
Beznadziejny
Człowiek ustępuje sile bogów;
Leniwie ogląda swoje prace
I zejdź z podziwem.

wypalony
Czy strona?
Dzikie burze szorstkie łóżko.
W opustoszałych gniazdach okiennych
mieszka horror
I spójrz na chmury na niebie
wysoko w.
Spojrzenie
Po grobie
jego rzeczy
Czy człowiek nadal odsyła –
Potem radośnie chwyta laskę;
Jakakolwiek furia ognia mu ukradła,
Pozostaje mu słodka pociecha:
Liczy głowy swoich bliskich,
I spójrz! Nie brakuje mu drogiej głowy.

Jest zabrany do ziemi,
Szczęśliwy jest wypełniony formularz;
Czy to też wyjdzie na jaw?
Że odpłaca się pracowitością i sztuką?
Co się stanie, jeśli casting się nie powiedzie?
Kiedy pleśń się roztrzaskała?
Oh! Może z nadzieją
Pech już nas uderzył.

Ciemne łono świętej ziemi
Zaufajmy uczynkom naszych rąk
Siewca powierza swoje nasienie
I ma nadzieję, że wykiełkuje
O błogosławieństwo zgodnie z radą niebios.
Odzyskaj jeszcze więcej pysznych nasion
Opłakujemy się w łonie ziemi!
I mam nadzieję, że wyszedł z trumny
Niech rozkwitnie na sprawiedliwszą partię.

z kopuły
ciężki i przestraszony
Dzwonić
lament.
Poważnie towarzyszyć im w żałobie
Wędrowiec na ostatniej drodze.

Oh! to żona, kochana,
Oh! to jest wierna matka
Czarny książę cieni
Odciąga od ramienia męża,
Od czułego tłumu dzieci,
którą urodziła mu kwitnie,
Którą ona na wiernej piersi
widział wzrost z matczyną żądzą –
Oh! kaucja domowa
są rozwiązane na zawsze;
Bo mieszka w krainie cienia,
kto był matką domu;
Ponieważ brakuje ich wiernego panowania,
Twoje zmartwienie już się nie obudziło;
Przełącz się na opuszczone miejsce
Czy obcy zostaje pozbawiony miłości.

Dopóki dzwonek nie ostygnie
Niech ciężka praca odpocznie.
Jak ptak bawi się w liściach,
Niech wszyscy dobrze się bawią.
fale światła gwiazd,
Bez cła
Usłysz, jak chłopiec słyszy nieszpory!
Mistrz zawsze musi się trudzić.

Munter zachęca do jego kroków
Daleko w dzikim lesie wędrowca
Po drogiej chacie domowej.
Blokując owce idź do domu,
A bydło
Szerokie, gładkie kłaczki
chodź rycząc
Wypełnianie zwykłych stajni.
Samochód mocno się kołysze
obciążony zbożem;
barwione kolorami,
Na snopach
leży wieniec,
A młodzi żniwiarze
Leć do tańca.
rynek i ulice stają się cichsze;
Wokół towarzyskiego płomienia światła
Zbierają się mieszkańcy domu
I brama miejska zamyka się ze zgrzytem.
Pokryty na czarno
Ziemia,
Ale bezpieczny obywatel przeraża
nie noc
Co strasznie budzi bezbożnych;
Ponieważ oko prawa patrzy.
Święty porządek, błogosławiony
córko nieba, która robi to samo
Swobodnie, łatwo i radośnie wiąże,
Budowa miast założonych,
Ci z królestw
nazwany nietowarzyskim dzikusem,
wszedł do chat ludzi,
Przyzwyczaiłeś się do łagodnych manier,
I najdroższy z gangu
Wob, jazda do ojczyzny!

Tysiąc zapracowanych rąk pada
Pomagajcie sobie nawzajem w żywym związku,
I w ognistym ruchu
Wszystkie moce stają się znane.
Mistrz budzi i czeladnik
W wolności świętej opiece,
Każdy jest szczęśliwy na swoim miejscu
Oferuje opór Despiserowi.
Praca jest ozdobą obywatela,
Błogosławieństwo jest ceną wysiłku:
szanuj godność króla,
Czcij nas pracowitość rąk.

drogi pokoju,
słodka jedność,
ociągać się, ociągać się
Przyjazny w tym mieście!
Niech ten dzień nigdy nie nadejdzie
Gdzie brutalne hordy wojny
Wściekłość przez tę cichą dolinę,
gdzie niebo?
Delikatny rumieniec wieczoru
śliczne farby,
Ze wsi, z miast
Dziki ogień strasznie promieniuje!

Teraz rozwal budynek
Spełnił jego zamiar
To ucztuje serce i oko
Na udanym zdjęciu.
machać młotkiem, huśtać się,
Dopóki płaszcz nie podskoczy!
Gdy Glock wzniesie się,
Forma musi się rozpadać.
Mistrz może złamać formę
Mądrą ręką we właściwym czasie;
Ale niestety, jeśli w rzekach ognia?
Świecąca ruda uwalnia się sama!
Ślepy szalejący z trzaskiem grzmotu
Jeśli zniszczy zniszczony dom,
I jak z otwartej paszczy piekła
Wypluj to rozpalając zagładę.
Gdzie brutalna siła panuje bezsensownie,
Nie może tam powstać żadna struktura;
Kiedy ludzie się uwalniają
Opieka społeczna nie może się tam rozwijać.
Niestety, gdy na łonie miast
Podpałka w milczeniu usypała się,
Ludzie zrywający łańcuchy
Aby samemu pomóc straszliwym atakom!
Przy dzwonku pękają liny
Zgiełk, który wyje,
I poświęcona tylko dźwiękom pokoju,
Hasło podżega do przemocy.
Wolność i równość! słychać echa;
Cichy obywatel się broni
Ulice się zapełniają, hale
I wędrują bandy dusicieli
Wtedy kobiety stają się hienami
I żartuje z przerażenia;
Wciąż drga, z zębami pantery,
Rozerwij serce wroga.
Nie pozostało nic świętego, rozwiąż to
Wszystkie zespoły pobożnej czci;
Dobro ustępuje złemu,
A wszystkie przywary panują swobodnie.
Budzenie lwa jest niebezpieczne
Ząb tygrysa jest śmiertelny;
Ale najstraszniejszy ze strachów
To jest człowiek w swoim szaleństwie.
Biada tym, którzy są wiecznie ślepi!
Pożycz pochodnię światła do nieba!
Nie świeci dla niego, może tylko zapalić
I pali miasta i kraje.
Bóg dał mi radość!
iść! Jak złota gwiazda
Z powłoki, jasne i równe,
Metalowy rdzeń łuszczy się.
Od hełmu do wieńca
Graj jak słońce.
Również herb ładne tarcze
Chwal doświadczonych zdjęć.

W! W!
Przyjaciele, dołączcie do szeregów,
Że poświęcamy dzwon tysiącowi.
Concordia będzie jej imieniem.
O jedność, o serdeczne stowarzyszenia,
Zbierz im kochający kościół.

I to jest jej praca od teraz,
Po co je stworzył mistrz:
Wysoko ponad niskim ziemskim życiem
Czy powinna na niebieskim niebie
Sąsiad Thunder, unosić się
I graniczy z gwiaździstym światem,
Powinien być głosem z góry
Jak jasny tłum gwiazd,
Którzy chodzą w chwale swego Stwórcy?
I poprowadź koronowany rok.
Tylko wieczne i poważne rzeczy
być oddanym jej metalowym ustom,
I co godzinę z szybkimi skrzydłami
dotknij czasu w locie.
Daj jej język losowi;
Nawet bez serca, bez współczucia,
Towarzysz jej z jej huśtawką
Gra zmieniająca życie.
I gdy dźwięk cichnie w uchu
Co do niej mocno rozbrzmiewa,
Więc naucz ich, że nic nie istnieje,
Że wszystko, co ziemskie, umiera.

Teraz z mocą liny
Wyważ dla mnie dzwon z krypty,
Że wkraczają w sferę dźwięku
Wznieś się w powietrze nieba!
Pociągnij, pociągnij, podnieś!
Porusza się, lewituje!
Radość tego miasta oznacza
Pokój będzie jej pierwszym dzwonkiem.


Pokazuje, że może być też krótsza Friedrich Schiller w wierszu:

nieśmiertelność

Boisz się śmierci! Czy chcesz żyć nieśmiertelnie?

Żyj w całości! Jeśli cię nie ma na długo, to zostaje.


„To jest przekleństwo złych uczynków, które, utrwalając, muszą zawsze rodzić zło”.

Friedricha Schillera, Obóz Wallensteina / Piccolomini (1798-1799)
Możesz wesprzeć ten blog na Patreon!

Napisz komentarz

Ihre E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht.